wszystko co dziś
jutro już się nie
powtórzy
jutro już się nie
powtórzy
Wstałam wypoczęta i taka lekka. Dziś każdy problem był odległy nie ważny. Cały dzień spędzę z Kubą. Wstałam, wykąpałam się i ubrałam.Włosy związałam wysoko w kok. Zjadłam śniadanie nikogo nie widziałam jak schodziłam, co było dla mnie dziwne. W kuchni też nikogo nie było. Szybko zjadłam płatki kukurydziane z mlekiem i poszłam do pokoju Kuby by upewnić się czy jest w pokoju. Otworzyłam drzwi i zobaczyłam, że jeszcze śpi, wyjęłam swoją komórkę . Była dopiero 8 rano dlatego nikogo nie spotkałam. Wiktoria ma dopiero na 10 czyli niedługo wstanie, ale Kuba ma jeszcze czas. Zaczęłam zbierać jego rzeczy z podłogi i układać je na pułkach, nie wiem ile mi to zajęło, ale na pewno nie więcej niż 30 min. Usiadłam koło łóżka Kuby i zaczęłam mu się przyglądać , był taki spokojny rysy jego twarzy były delikatne jeszcze dziecięce, bez zmartwień oparłam głowę na materacu. Usłyszałam jak Wiktoria chodzi na dole, słyszałam jej każdy krok i że go to nie obudziło byłam w szoku, ale jak mnie coś takiego nie budzi to jak go ma obudzić. Zamknęłam oczy i w duchu uśmiechałam się, wreszcie nie było kłótni jakiś spięć między nami tylko spokój, cisza, nic więcej zaczęliśmy się dogadywać. Jestem spokojna, wyciszona coś mi mówi, że już zawsze tak będzie bez żadnych kłótni, otworzyłam oczy i pogłaskałam go po policzku, najdelikatniej jak umiałam, by go nie obudzić, ale nie zadziałało otworzył oczy spojrzał się na mnie, uśmiechnął , przesunął się.
-połóż się- wyszeptał, ledwie go usłyszałam, ale posłuchałam.
Położyłam się obok niego z głową na poduszce choć jego tors był taki kuszący. Zaśmiałam się,
- jestem złą córką- wyszeptałam
-co?- spytał się Kuba
- nie nic- zaczęliśmy, patrzeć sobie w oczy, nie wytrzymałam- żeby mój tata widział co my tu robimy to by ci nigdy nie pozwolił tu mieszkać… w ogóle że ci pozwolił tu mieszkać, albo jest ślepy, albo głupi
- stwierdzam, że to pierwsze, bo miłość jest zawsze ślepa, a on jest w Wiktorii zakochany po uszy
To mnie nie pocieszył, cały czas walczę by wreszcie zauważył, przecież ona nie jest dla niego.
-to gdzie dzisiaj idziemy?- spytałam się chcąc zmienić temat
- nigdzie. Śpimy i nic nie robimy
-bardzo śmieszne, ale tak na serio mam nadzieje, że masz jakieś plany
- a nie lepiej poleżeć sobie i nic nie robić- powiedział i przykrył mnie poduszką
- weź tą poduszkę- wstałam, ledwo powstrzymując się od śmiechu- idę na dół zrobić coś do śniadania…co chcesz do jedzenia?
-naleśniki z bitą śmietaną i truskawkami do tego gorąca czekolada z delikatnym posmakiem wanilii- powiedział to tak jakby miał to przed nosem
- to będziesz miał mleko przyprawione płatkami kukurydzianymi a do tego kanapki z łososiem a na to położone dwa plasterki sera „fety”-powiedziałam to z poważną miną, choć nie mogłam się powstrzymać od śmiechu jak patrzałam na jego minę, patrzał na mnie jakbym nie była sobą, jakby się mnie wystraszył - wyobraziłeś to sobie? To teraz wstawaj i się ubierz, a ja b…- nie mogłam wytrzymać i zaczęłam się śmiać- dobra mina, wymiatasz
Kuba wstał, wiedziałam co chce zrobić, dlatego szybko zaczęłam uciekać na dół, a on za mną. W korytarzu Wiktoria ubierała buty, widocznie już szła do pracy, zatrzymałam się, a Kuba razem ze mną. –idziesz już do pracy?- spytałam
- tak, dzisiaj wrócę później, a twój tata będzie o 15.00 i dziękuje –mówiła wkładając żakiet i nie patrząc się na mnie
-za co?- o co jej chodzi, nie zrozumiałam, czemu on mi dziękuje. Nie przypominam sobie bym jej w czymś pomagała .
- jesteś dla mnie miła- powiedziała
Zaszokowała mnie, nie mogłam nic powiedzieć, nawet nie zauważyłam, że jestem miła. Nigdy nie byłam dla niej miła i myślałam, że tego nie zmienię. Co się ze mną dzieje, nawet dla wrogów jestem miła. Na pewno chciała mnie wytrącić z pantałyku.
- przypilnuj by nie szalała- powiedziała do Kuby moja macocha
- nie musisz się bać przypilnuje ją- powiedział zamykając
-pa-powiedziałam do niej nie będę się tym przejmować, nie będę dawała jej chwili triumfu.
Patrzałam jak mój przyjaciel zamyka za nią drzwi i spogląda na mnie już wiedziałam, o co mu chodzi. Zawróciłam i już chciałam zacząć biec, ale on mnie złapał w pasie i wyszeptał
-nie puszcze dopóki nie dostane tego czego chce- jego głos był delikatny, z lekką chrypką, przeszedł mnie mimowolny mnie dreszcz, czułam jak się uśmiecha.
Odwróciłam się w jego stronę
- a co chcesz?- jeszcze bardziej zaczął się uśmiechać nie patrząc mi w oczy.
Poczułam jak jego ręce ściskają mnie mocniej w tali i przybliżają do mnie. Swoje ręce położyłam na jego szyi, straciłam panowanie nad swoim ciałem nie wiedziałam co robię, ale nawet nie protestowałam, podobały mi się następstwa tej sytuacji. Poczułam najpierw delikatny pocałunek na swoich ustach, prawie nie wyczuwalny, drugi był bardziej nachalny, natarczywy, rozchyliłam usta , choć nie dzieliły nas już żadna przestrzeń, przybliżyłam rękoma jego głowę jeszcze bliżej. Uniesiona smakiem jego ust, dotykiem dłoni, na granicy wybuchu, eksplozji porażonych zmysłów... odsunęłam się od niego ledwo łapiąc oddech.
- czekałem na ten dzień całe moje życie- szepnął mi do ucha
------------------
przepraszam że tak długo nie pisałam ale przez ostatni miesiąc wiele się u mnie zdążyło;))
mama prośbę do was jeśli
lubicie pieski
http://www.karmimypsiaki.pl/
wejdźcie na tą stronę i im pomóżcie to nic nie kosztuje a pieski będą miały co jeść;))
nie wiem kiedy dodam NN ale nie szybko dlatego że nie mam weny i może przybędzie jak przestane myśleć o pewnej osobie , a by to nastąpiło muszę sobie wszystko z nią wyjaśnić....
Tagi:
rozidział11
27.04.2012 o godz. 21:45
komentuj (1)
Ile razy w życiu chciałeś
Powiedzieć nie
A powiedziałeś tak?
Powiedzieć nie
A powiedziałeś tak?
- co mają znaczyć te kwiaty? Nie przypominam sobie, żebym ciebie o nie prosiła- byłam wściekła nie wiem z czego to wynikało, to był impuls. Wiem, że nawet to było słodkie… i może o to chodziło zachował się jakby, jakby… był moim chłopakiem. Może to był ten problem, nie chciała bym, by to przekroczyło granice „przyjaciele” a wkroczyło na „ chłopak dziewczyna” to mnie przerażało nigdy nie próbowałam być dla niego kimś więcej, a może nawet nie chciałam. To by zniszczyło kompletnie naszą przyjaźń, która nie jest i tak w najlepszym stanie.
- przeprosiny, mówiłem tobie, że będę przepraszał ciebie aż mi wybaczysz- odpowiedział, nie podnosząc głowy z nad książki- i jak wybaczasz?- spojrzał na mnie z nad książki i uśmiechnął się.
- Ughh… nie zrozumiałeś mnie, ja już w jakimś stopniu już ci przebaczyłam, ale by ci kompletnie wybaczyć nie potrzebuje do tego kwiatów!- rzuciłam w niego bukietem róż, ze złością. Po chwili dodałam spokojniej- potrzebuje czasu i zrozumienia ciebie. Wlazłeś do mojego świata tak nagle i teraz jeszcze chcesz mi go rozwalić choć był już porozwalany, ale nie do tego stopnia. Nie rozumiesz, że byliśmy przyjaciółmi, ale kiedyś. Ja ciebie nie znam po części, znam cię tylko jak dziecko nie jako ciebie teraz.
Wyjrzał z nad książki, spojrzał się na mnie nie potrafię opisać co widziałam w jego oczach, tyle było w nich emocji, ból, niezrozumienie, niedowierzanie.
- nie o to mi chodziło- szybko zaczęłam się bronić
- wiem o co ci chodziło. Mogłaś mi powiedzieć, że nie chcesz mnie tutaj. Już dawno bym się spakował i wyniósł- gdy to mówił, patrzałam oniemiała jak swoje rzeczy wkłada do walizki.
Czułam się jak zahipnotyzowana nie mogłam wykonać, żadnego ruchu. Jedyną osobą która cokolwiek robiła był on i nie wyglądało na to, że on żartuje. Zaczęłam myśleć co zrobić by go tu zatrzymać, nie może mnie zostawić między nami były jakieś zgrzyty, ale chyba wszędzie tak jest. Coś we mnie się odblokowało, wykorzystałam tą chwilę. Podbiegłam do niego i zaczęłam wyciągać wszystkie rzeczy jakie pakował.
- co robisz!?
- a nie widać!- krzyknęłam głośniej, rzucając w niego jego fioletową bluzką
- czy ty nie potrafisz się opanować i przestać we mnie rzucać!- spojrzał na mnie i wywalił wszystkie rzeczy
- no właśnie nie!- wszystko co miałam w ręku rzucałam na niego, gdy chciałam rzucić następną rzecz, poczułam na moim nadgarstku jego uścisk.- puszczaj- zaczęłam się wyrywać
- dopóki się n…
- dzieci co się tu dzieje?- spojrzałam na drzwi, stał tam mój tata- co się stało?
- nic tato- wyrwałam się Kubie- mała sprzeczka- wymusiłam na swojej twarzy uśmiech
- aha…- jeszcze chwile na nas popatrzył i wyszedł
- ja też już sobie pójdę- wyszłam razem z tatą byłam już tym zmęczona
Weszłam do pokoju, większość kwiatów wyniosłam na balkon, a te co mi zostały wylądowały na parapecie. Usiadłam na łóżku, siedziałam tak chwilę z pustką w głowie. Co my robimy? Zachowujemy się jak stare małżeństwo. Gdy leżałam już w łóżku wykąpana i przebrana w pidżamę, nie mogłam zasnąć, wierciłam się okropnie. Spojrzałam się na zegarek wskazywał pierwszą w nocy. Musiałam dokończyć co zaczęłam, wyszłam z łóżka i udałam się- na palcach by nikogo nie budzić- do pokoju Kuby. Delikatnie otworzyłam drzwi.
- Kuba? Śpisz?- powiedziałam jak najciszej- Kuba?
Usłyszałam jak się obraca
- co?- powiedział zaspanym głosem
- śpisz?- powiedziałam robiąc parę kroków w jego stronę i zamykając drzwi za sobą
- a nie widać?… próbowałem
-chciałam ciebie przeprosić, nie powinnam się tak zachowywać
Czułam, że się uśmiecha. Choć nic nie widziałam. Kuba jakby czytał mi w myślach, włączył lampkę nocną. Poklepał miejsce koło siebie. Zaczęłam przechodzić z nogi na nogę, nie widziałam czy kładzenie się koło niego to dobry pomysł… dobra wyłączam myślenie, jestem nastolatką powinnam robić głupie rzeczy. Położyłam się koło niego, przykryłam kołdrą, rękę i twarz oparłam na jego gołej klatce piersiowej. Leżałam tak chwile, rozkoszując się tą chwilą.
- przepraszam, poniosło mnie, nie wiedziałam co mówię, głupio się zachowałam ni…
- ciii… teraz chociaż wiem, że tu nie chodzi bym ci kwiaty przynosił… bym chciał ci to wynagrodzić, może jutro się gdzieś wybierzemy?- położył mi rękę na ramieniu, zaczęłam czuć się trochę klaustrofobicznie, może to był zły pomysł by się koło niego kłaść.
- oczywiście, może pozwiedzamy bo nie miałam na to jeszcze czasu. Chętnie bym poznałam miejsca w których lubisz przebywać.- uśmiechnęłam się w duchu, może wreszcie zaczniemy się dogadywać.
- z wielką przyjemnością
- a przed tym mogę ci pomóc opanować ten rozgardiasz
- jeśli chcesz, on mi szczerze nie przeszkadza- zaczął się śmiać, czułam jak jego klatka piersiowa unosi się i opada- wreszcie wygląda jakby w nim mieszkał facet
- w tym masz racje, ale z tego co znam rodzaj męski to tylko brudne rzeczy walają się po podłodze
- czyli nas nie znasz, bo walają się jeszcze rzeczy które można założyć – spojrzałam się na niego, nie mogłam opanować śmiechu
- ciszej bo wszystkich pobudzisz- powiedział do mnie kuba, kładąc mi rękę na ustach- a propos, mogę iść już spać? Jestem zmęczony
- o przepraszam już idę do siebie- zaczęłam wstawać
- nie idź, zostań- złapał mnie za rękę
- nie mogę-pocałowałam go w policzek- dobranoc
-dobranoc… na pewno nie chcesz zostać
Uśmiechnęłam się do niego i poszłam do swojego pokoju.
Chociaż wszystko sobie wytłumaczyliśmy.
-------------
przepraszam, że tak długo nie dodawałam;***
mam nadzieje że rozdział się podoba...
Tagi:
rozdział10
Nie chcesz mnie, nie
Nie potrzebujesz mnie
Tak jak ja chcę Ciebie,
Tak jak ja potrzebuję Ciebie
Nie potrzebujesz mnie
Tak jak ja chcę Ciebie,
Tak jak ja potrzebuję Ciebie
- kumple do mnie zadzwonili byłem z nimi w barze wypiłem z 2 lub 3 piwa , było już po 17 stwierdziłem, że na pewno chcesz pozwiedzać poszedłem do domu spojrzałem na wprost wystawy sklepowej, a tam zobaczyłem Anne z chyba chłopakiem… ni na pewno chłopakiem kto normalny tak się liże ze swoją przyjaciółką, trochę mnie to zraniło. Później poszedłem do domu nie było cię, stwierdziłem, że jak cię nie ma to przejdę się do baru. Wypiłem trochę, no i przyszedłem do domu- powiedział z przepraszającym tonem.
- musiałeś wypić więcej niż, tylko trochę- moja mina musiała wyglądać strasznie zło wieszczo, bo Kuba zgarbił się i wyglądał tak jakby chciał zapaść się pod ziemie
-przepraszam za tam to, czy kiedyś mi wybaczysz?
- nie wiem spróbuje, naprawdę chce tylko twe słowa za mocno mnie zraniły, musze już iść tata na mnie czeka
-przepraszam cię, kolejny raz i będę przepraszał aż mi wybaczysz
Jego słowa nawet do mnie nie trafiły zignorowałam je. Wzięłam komórkę zadzwoniłam po taxi. Podeszłam do blatu po karteczkę którą Wiktoria mi zostawiła.
- idę cześć- powiedziałam, on nic mi nie odpowiedział . Czułam jak cały czas się na mnie patrzy, ale siedział przy stole. Gdy wyszłam miałam ochotę krzyczeć, chciałam zachować kamienną twarz, choć było to ciężkie. Usiadłam na ławce i czekałam na taxi. Wczorajszy wieczór i dzisiejszy dzień, zepchnęłam na boczny tor. Weszłam do samochodu podałam kartkę z adresem kierowcy , z wymuszonym uśmiechem. Droga trwała z 20 min.
Wysiadłam i udałam się do wielkiego na 30 pięter oszklonego budynku, tak jak mi pokazał kierowca.
W środku wszyscy gdzieś biegali. Podeszłam do recepcji
- dzień dobry, proszę pani jestem córką Michała Artmana- kobieta przestała pisać i wyjrzała za swojego biurka
- jak ma pani na imię?- spytała, widocznie chciała mnie sprawdzić
- Oliwia- powiedziałam, zaczęła coś wpisywać w komputer, spojrzała na mnie na komputer, wstała
- proszę za mną- usłyszałam, szłam za nią mijaliśmy wiele osób, ale żadna nie była dosyć ciekawa bym patrzała na nią dłużej niż 3 sekundy- usiądź tutaj- wskazywała na fotel obok drzwi z imieniem i nazwiskiem mojego ojca- twój ojciec ma teraz spotkanie, kończy za 15 minut jeśli chcesz to możesz wejść
- nie, tutaj posiedzę- uśmiechnęłam się do niej i odprowadziłam wzrokiem
Założyłam słuchawki i zaczęłam słuchać Alyssa Reid - Alone Again, głośność dałam na maxa, zamknęłam oczy. Myślałam o Kubie, przełamywałam się by jednak mu wybaczyć. Gdy leciała od nowa i odnowa, chyba z 3 raz jej słuchałam, ale za czwartym razem ktoś mi przerwał.
- ej, zajmij się sobą a mnie…- otworzyłam oczy i spojrzałam się na osobę która zdjęła mi słuchawkę z uszu. Zatkało jak zobaczyłam kto to, gdy odzyskałam mowę wypowiedziałam ledwo parę słów- co tu robisz?
- wiesz, że słuchanie głośnej muzyki powoduje głuchotę- wypowiedział to z taką satysfakcją jakby od lat tylko na to czekał by mi to powiedzieć, usta uniosły mu się w lekki łuk.
- co tu robisz? śledzisz mnie?- nie poddawałam się
- Szukasz pracy jako modelka? Jeśli tak to ciężko będzie, gościu na którego czekasz to tyran, ciężko go zadowolić
- Matthew… tak?- droczyłam się z nim, wiedziałam jak ma na imię skoro mi się śnił
- to nawet mojego imienia nie pamiętasz, myślałem, że jeśli ktoś wygląda tak jak ja to ciężko zapomnieć jego imię… trzeba jeszcze nad sobą popracować- zaczął oglądać każdy kawałek swojego ciała
- zadufany jesteś w sobie… wiesz
- nie zadufany, tylko pewny swojej atrakcyjności, a to dwa inne przymiotniki
- a teraz popisujesz się, znajomością części mowy z języka angielskiego( przypominam, że ona jest w NY) , brawo widocznie w szkole masz same piątki- zaczęłam mu klaskać i udawałam podziw
- to jak będziesz tu pracować?- udawał, że mnie nie słyszy
-nie, a ty tu pracujesz?
- a nie wyglądam – wstał i zaczął znów się uśmiechać- mogę się rozebrać… jeśli chcesz, oczywiście
Patrzałam na niego nie wiedząc co powiedzieć
- nnie- zająkałam się, chciałabym go zobaczyć bez koszulki, ale to by na pewno dziwnie wyglądało
- skoro nie chcesz- usiadł znów koło mnie- to co tu robisz?
- przy..
- Córciu wejdź do mojego gabinetu ja za chwilkę przyjdę - spojrzałam w stroną skąd dochodził głos Matthew zrobił tak samo, wstałam
- przyszłam, do tego tyrana- powiedziałam, po jego minie stwierdziłam, że na pewno nie wie co powiedzieć, uśmiechnęłam się do niego zalotnie i weszłam do gabinetu taty.
Rozejrzałam po biurze mojego taty niczym nie różnił się od standardowego biura, który można zobaczyć w filmach. Usiadłam na skurzanym czarnym fotelu, nogi położyłam na wiśniowym biurku. Jedna rzecz mi się nie spodobała na nim, zdjęcie Wiktorii. Wzięłam je i włożyłam do pierwszej lepszej szuflady. Siedziałam dalej, obserwowałam drzwi, nudziło mi się. Na zegarze była już 11.30. Tata wszedł z uśmiechem na twarzy
- to co jedziemy?- powiedział
- oczywiście- wstałam i poszłam za nim
Pojechaliśmy na kręgle, przez ten czas opowiedziałam mu co robiłam gdy go nie było, na kręglach oczywiście było świetnie wygrałam z tatą prawie zawsze ( dobra przyznaje tylko 2 razy) jak na początek poszło mi dobrze. Wróciliśmy do domu o 17 byłam strasznie zmęczona
-tato, jutro gdzie jedziemy?- spytałam, gdy dotarliśmy do domu
- jutro… mam dużo pracy, może pójdziesz, gdzieś z Kubą? Odrobimy to czwartek, pójdziemy na kolacje wszyscy razem.- tata uśmiechnął się do mnie błagająco
- no dobrze- nie byłam szczęśliwa, kolacja, razem, no ale jam mam spędzić czas z tatą a inaczej się nie da to co zrobić
Czyli tata mi oznajmił, że następne 2 dni mam sama sobie zaplanować.
Poszłam do swojego pokoju. Położyłam się do łóżka. Nie patrzałam na swój pokój, nic tu się nie zmieniło, wszędzie leżały bukiety herbacianych róż. Podniosłam się z łóżka, róże!! Wstałam wszędzie leżały kwiaty. Podeszłam do pierwszego lepszego, był tam liścik „przepraszam” . Obejrzałam każdy bukiet na każdym była taka sama kartka. Od kogo to? …. Kuba. Wkurzona poszłam do jego pokoju.
--------------------------------------
Zrobiłam wyjątek dla was odpuszczę wam te 2 komentarze
Tagi:
rozdział9
Za wiele, żeby dlatego umrzeć
Zbyt mało by dlatego żyć
Nieważne jak trudne wydaje się to być
Teraz już rozumiem
To droga do zatracenia
Zbyt mało by dlatego żyć
Nieważne jak trudne wydaje się to być
Teraz już rozumiem
To droga do zatracenia
Nie mogłam zasnąć była już 2 w nocy a Kuby jeszcze nie było zeszłam do kuchni wzięłam szklankę wody i usiadłam w salonie przy oknie. Czekałam, aż zjawi się Kuba, nie wiem po jakim czasie zaczęłam się martwić, może coś mu się stało ktoś na niego napadł lub porwał. Z minuty na minutę moje tętno przyspieszało, Zaczęłam się już trząść zastanawiałam się czy nie poinformować mojego taty była już 5 rano a go wciąż nie było. Od wczorajszego zdarzenia go nie widziałam, na pewno mu się coś stało, spojrzałam na zegarek jeszcze nigdy czas nie był taki wolny jak dziś, zegarek pokazywał wciąż tą samą godzinę. Już wstawałam by pójść do taty, gdy usłyszałam jak ktoś przekręca klucz w drzwiach. Szybko pobiegłam by zobaczyć kto to, czekałam aż się odtworzą, gdy zobaczyłam w nich Kubę, odetchnęłam z ulgą, podbiegłam do niego i przytuliłam go, byłam szczęśliwa, że go zobaczyłam. Choć poczułam od niego zapach który mnie wkurzył oddaliłam się od niego strasznie się wkurzyłam, spojrzałam na niego z wrogością w oczach.
-do pokoju- powiedziałam ściszonym głosem, ale donośnym głosem
On nic nie mówił tylko poszedł do swojego pokoju a ja razem z nim. Zamknęłam za nim. Podeszłam do niego, miałam ochotę mu przyłożyć. Nigdy nie widziałam go w takim stanie, ledwo chodził.
- coś ty ze sobą zrobił? Gdzie byłeś i czemu wracasz tak późno? – nie krzyczałam, bo nie wiedziałam czy mogę sobie na to pozwolić, nie chciałam wplątywać w to mojego tatę. Wystarczy, że ja mam z nim problem.
-a ty co, zaczęłaś się o mnie martwić?- ledwie wybełkotał
-zawsze się tobą martwię, myślisz, że czemu nie spałam, całą noc- byłam już strasznie wkurzona co on sobie wyobrażał by mnie pytać o to. Jestem jego przyjaciółką to normalne, że się o niego martwię.
-ja pierdole- podniósł ręce do nieba- tyle lat potrafiłem sobie poradzić bez ciebie, a teraz myślisz, że po prostu przyjdziesz sobie wygłosisz swoje kazanie, a ja się podporządkuje. Jak tak to się pomyliłaś. Sama idealna nie jesteś dlatego najlepiej jakbyś udała się do swojego pokoju i zapamiętała, że ja już mam swoją matkę i nie potrzebuje następnej, a szczególnie takiej pieprzonej sztywniary jak ty!!!!!
Poczułam się jakby ktoś mi wbił sztylet w brzuch. Poczułam łzy na twarzy.
- Udajmy, że nie było tej rozmowy- on prychnął, zaczęłam wychodzić. Przy drzwiach odwróciłam się jeszcze na chwile i dodałam- mogłeś ze mną nie jechać, przecież ja ci nie kazałaś, sam wyszedłeś z inicjatywą i nie rozumiem czemu się na mnie wyżywasz.- wyszłam.
Położyłam się do mojego łóżka. Wzięłam poduszkę i położyłam ją sobie na twarz. Zaczęłam w nią krzyczeć. Jeśli ma być tak codziennie to nie chcę z nim mieszkać. Dobrze, że to jeszcze tylko tydzień. Co w niego wstąpiło przecież nic mu nie zrobiłam. Zastanawianie się nad tym zostawię na jutro, jestem strasznie zmęczona.
****
-Wiedziałem, że się jeszcze spotkamy
Usłyszałam za sobą głos, odwróciłam się Matthew. On mnie naj mniej zaskoczył. Znajdowaliśmy się w wielkie balowej Sali. Ja byłam ubrana w długą prostą czerwona suknie, z dekoltem w serek, opinała moją talie. Piękna koloru lapis-lazuri wstążka biegła pod biustem kończąc za plecami, tylko ona się na nich znajdowała nic więcej. Do tego czarne szpilki. On był ubrany w czarny dopasowany smoking.
Spojrzałam w jego oczy i uśmiechnęłam się.
- przecież ci mówiłam, że się spotkamy
-pięknie wyglądasz w tej sukni, ale czegoś tu brakuje Oliwio…masz piękne imię
- dziękuję, czego?
Wyciągnął piękny pierścionek ( w rozdziale 7, wpatrywała się w niego), zachwycona założyłam go.
-jest równie piękny, jak ty- uśmiechnął się do mnie, ukłonił się, pocałował mnie w rękę- zatańczymy, Oliwio?
-z wielką chęcią, Matthew
Poczułam jego ciepłą dłoń na moich plecach, przeszył mnie dreszcz. Zaczęliśmy tańczyć walca
wiedeńskiego.
-Mmm….pięknie pachniesz- szepnął mi do ucha- mam ochotę cię pocałować
- kiedy indziej- odpowiedziałam z uśmiechem na twarzy
- już drugi raz to słyszę- mówiąc to wyglądał jakby powstrzymywał mnie od pocałowania
- i będziesz słyszał bardzo często, choć dziś jednak nie
Rękę położyłam na jego włosach, przysunęłam go bliżej moich ust, dzieliły nas milimetry
-wciąż masz ochotę mnie pocałować?- wyszeptałam
Jego ręka zsunęła się niżej na moje biodra, przysunął mnie bliżej, czułam na swoim ciele każdy jego mięsień nasze ciała się stykały były jednością, miałam ochotę zostać tam na zawsze. Musnęłam jego wargi.
- jeszcze- wyszeptał z zamkniętymi oczami
Przysunął mnie do ściany. Złożyłam na jego ustach długi i namiętny pocałunek.
Usłyszałam za sobą głos, odwróciłam się Matthew. On mnie naj mniej zaskoczył. Znajdowaliśmy się w wielkie balowej Sali. Ja byłam ubrana w długą prostą czerwona suknie, z dekoltem w serek, opinała moją talie. Piękna koloru lapis-lazuri wstążka biegła pod biustem kończąc za plecami, tylko ona się na nich znajdowała nic więcej. Do tego czarne szpilki. On był ubrany w czarny dopasowany smoking.
Spojrzałam w jego oczy i uśmiechnęłam się.
- przecież ci mówiłam, że się spotkamy
-pięknie wyglądasz w tej sukni, ale czegoś tu brakuje Oliwio…masz piękne imię
- dziękuję, czego?
Wyciągnął piękny pierścionek ( w rozdziale 7, wpatrywała się w niego), zachwycona założyłam go.
-jest równie piękny, jak ty- uśmiechnął się do mnie, ukłonił się, pocałował mnie w rękę- zatańczymy, Oliwio?
-z wielką chęcią, Matthew
Poczułam jego ciepłą dłoń na moich plecach, przeszył mnie dreszcz. Zaczęliśmy tańczyć walca
wiedeńskiego.
-Mmm….pięknie pachniesz- szepnął mi do ucha- mam ochotę cię pocałować
- kiedy indziej- odpowiedziałam z uśmiechem na twarzy
- już drugi raz to słyszę- mówiąc to wyglądał jakby powstrzymywał mnie od pocałowania
- i będziesz słyszał bardzo często, choć dziś jednak nie
Rękę położyłam na jego włosach, przysunęłam go bliżej moich ust, dzieliły nas milimetry
-wciąż masz ochotę mnie pocałować?- wyszeptałam
Jego ręka zsunęła się niżej na moje biodra, przysunął mnie bliżej, czułam na swoim ciele każdy jego mięsień nasze ciała się stykały były jednością, miałam ochotę zostać tam na zawsze. Musnęłam jego wargi.
- jeszcze- wyszeptał z zamkniętymi oczami
Przysunął mnie do ściany. Złożyłam na jego ustach długi i namiętny pocałunek.
****
Obudziłam się. Leżałam na łóżku, zaczęłam się uśmiechać do siebie
-masakra, dziwniejszego snu niż ten nie miałam – powiedziałam do siebie
Ubrałam się . Zrobiłam delikatny
make-up. Zeszłam na dół zobaczyłam Wiktorie ubraną w beżową marynarkę i ołówkową w tym
samym kolorze spódnice do kolan, pisała coś na kartce, ale przestała gdy mnie zobaczyła
- O chociaż nie będę musiała zastanawiać się co napisać- wstała i poszła po kubek z kawą, który leżał na blacie, upiła łyk- Michał musiał jechać do pracy, powinien wrócić tak za 2 godziny-powiedziała nie patrząc na mnie wzięła następny, a ja czekałam aż dokończy to co zaczęła mówić- jeśli chcesz, tam zapisałam jego adres możesz do niego pojechać, recepcjonistka cię do niego zaprowadzi wystarczy, powiedzieć jej, że jesteś jego córką- spojrzała na mnie i uśmiechnęła się- gdzie jest kartka? –
podałam jej kartkę na której ostatnio pisała- dziękuję- zaczęła coś na niej pisać i do mnie coś jeszcze mówić- tu masz jego adres. Masz pieniądze czy ci dać na taxi?
- mam- odpowiedziałam, znudzona już jej przesadną uprzejmością i tak jej nie polubię
- a no tak przecież, dał ci kartę- powiedziała pod nosem, ale dość głośno bym mogła usłyszeć- no nic muszę lecieć, która godzina?- spojrzała na zegarek. To jest normalne, pytania retoryczne i
zastanawiasz się czy pyta się ciebie czy do siebie mówi, ona mnie strasznie irytuje, za co mój tata ją kocha?- to pa śpieszę się bo mam na 10.15 a jest 9.46. – i tyle ją widziałam wreszcie mam czas dla siebie.
Wyjęłam z lodówki sok pomarańczowy nalałam do szklanki kanapki posmarowałam dżemem
Brzoskwiniowym. Usiadłam przy stole, zaczęłam jeść. Usłyszałam jak ktoś schodzi po schodach ,
wiedziałam kto to i kompletnie o nim zapomniałam. Szczerze nie miałam ochoty się z nim widzieć i o co mu chodziło wczorajszej nocy?
Wszedł do kuchni w pidżamie, nagi do pasa w luźnych czarnych bawełnianych spodniach i gołymi stopami, miał przewieszony przez ramię fioletowo-niebieski ręcznik kąpielowy. Kasztanowe włosy
kręciły się nad uszami, mokre po niedawnym prysznicu. Miał smukłe ciało i skórę pięknie
zbrązowiałą od słońca. Nie zauważył mnie podszedł do blatu coś mruczał pod nosem, wziął butelkę, odwrócił się.
- co tu robisz?-zapytał
- ty mi powiedz- spojrzałam na niego z wyrzutami sumienia, próbowałam zapomnieć o
Wczorajszym, ale cały czas miałam to przed oczami, jego obelgi względem mnie.
Wziął wodę i usiadł naprzeciwko mnie, spojrzał na mnie widziałam w jego zielonych jak szmaragd oczach ból
- przepraszam, byłem pijany, nie wiedziałem co mówię, byłem głupi, nie po…
-Kuba, Kuba, uspokój się… rozumiem
-wybaczasz mi?- spytał z nadzieją
- będę próbowała, ale to co mi powiedziałeś zraniło mnie chcę ci wybaczyć jesteś moim
Przyjacielem, byłeś pijany i każdemu się zdarza palnąć coś głupiego a szczególnie po
pijanemu tylko chcę wiedzieć jedno. Czemu byłeś pijany i czemu mnie zbluzgałeś?
- kumple do mnie zadzwonili byłem z nimi w barze wypiłem z 2 lub 3 piwa , było już po 18 stwierdziłem, że na pewno chcesz pozwiedzać poszedłem do domu spojrzałem na wprost wystawy sklepowej, a tam zobaczyłem…
--------------------
stwierdziłam, że będzie ciekawiej jak tu skończę
mały szantażyk
7= NN
Tagi:
rozdział8
Zdrada boli,
Ale
Niespełniona miłość jeszcze
Bardziej
Ale
Niespełniona miłość jeszcze
Bardziej
Usłyszałam dzwonek mojej komórki i on obudził mnie z tej rajskiej sielanki. Odsunęłam się od Kuby, zakłopotana zobaczyłam kto do mnie dzwoni , wstałam i odebrałam
-Halo-powiedziałam
-Czemu nie odbierałaś? Martwiłam się. Podoba ci się tam?- mówiła tak szybko, że ledwie ją rozumiałam.
-jestem już u taty. Nie odbierałam, bo pewnie dzwoniłaś jak byłam w samolocie- usłyszałam jak wypuszcza powietrze z ulgą.
- co tam u ciebie? Radzisz sobie beze mnie?- spytała moja mama
Opowiedziałam jej prawie wszystko, z wielkim podekscytowaniem opisałam dom mojego taty. Po chwili rozłączyła się bo jechała samochodem z pracy. Wzrokiem poszukiwałam Kuby, nie było go w garderobie, wyszłam z niej. Położyłam się na łóżku w mojej wielkiej sypialni. Co ja mam teraz zrobić? Prawie się pocałowaliśmy. Zaczęłam masować sobie skronie. Wstałam i zaczęłam się rozpakowywać , na razie nie chciałam go widzieć ,a on na pewno tu nie zajrzy… Tak myślę . Zajęło mi to z godzinę , cały czas na głowie miałam ,obraz prawie pocałunku z Kubą. Nie mam ochoty z nim rozmawiać o tym chociaż wiem, że trzeba będzie. Nie mam ochoty z nim rozmawiać o tym co się stało choć wiem, że trzeba będzie, nie da się go unikać, bo mieszkamy w tym samym domu. Czemu on chciał mnie pocałować? Wiem głupio to brzmi, ale nigdy nie myślałam o nim jak o moim chłopaku, zawsze był moim przyjacielem nic więcej. Nigdy nie czułam nieodpartej chęci pocałowania go lub dotknięcia. Nie zauważałam jak ten czas płynie, chciałam wyrwać się wyrwać ze spirali dziwnych zdarzeń. Począwszy od zerwania z Patrykiem, kończąc na prawie pocałunku z przyjacielem. Rozmasowałam sobie kark, założyłam buty. Wyszłam z domu, zauważając po drodze, że w domu jest tylko Wiktoria. Co mnie zdziwiło, ale też ucieszyło. Zadzwoniłam po taxi usiadłam na ławce i czekałam. Gdy się zjawiła, kazałam się zawieść do dobrej restauracji na Upper East Side ( w tej części NY mieszkamy). Dotarliśmy na ulice Madison Ave, zapłaciłam i wysiadłam. Poszłam do „Eleven Madison Park” dużo czytałam o tej restauracji jeszcze jak byłam w Polsce. Chyba z powrotem wrócę pieszo. Do „Mojego” domu mam ok. 23 minuty. Weszłam do restauracji wyglądała świetnie. Usiadłam przy stoliku zamówiłam RavioliA do tego wodę „fiji”. Jadłam powoli, bardzo powoli, nie śpieszyło mi się. Pierwszy raz w New York i chodzę sama po mieście na szczęście mam dobrą pamięć przestrzenną. Jak wrócę to na pewno spotkam Kubę a jeszcze nie mam zamiaru go widzieć. Jutro będę bardziej gotowa na spotkanie z nim, ale dziś chcę odpocząć. Zapłaciłam za jedzenie kartą mojego taty(dał mi ją gdy przyjechaliśmy, nazywam to zaległym kieszonkowym).Prawie koło mojego domu zatrzymałam się przy sklepie jubilerskim spojrzałam na wystawę i zobaczyłam tam śliczny pierścionek był strasznie drogi ale za niego bym oddała wszystko.
- na który się tak zapatrzałaś?- spytał się ktoś mnie
-ten- pokazałam palcem chłopakowi, który stał za mną
- no tak, widzę, że ci się naprawdę spodobał, masz zamiar go kupić?
Obudziłam się z otępienia odwróciłam się i spojrzałam na chłopaka który stał za mną miał figurę modela, około 1,75. Wiek między 17 a 18. Włosy ciemny blond w stylu Robert Patison. Miał na sobie biały, obcisły T-shirt z dekoltem w serek, sprane jeansy i do tego japonki. Przez koszulę było widać jego mięśnie (musi spędzać dużo czasu na siłowni) które wyglądały jak u greckiego boga. Bluzka podkreślała jeszcze dodatkowo już idealnie wyrzeźbione mięśnie. Chłopak/ bóg uśmiechał się do mnie i czekał na moją odpowiedź. Spojrzałam w jego brązowe oczy, ale od razu zniżyłam wzrok. Jak ja się zachowuje, wyrzuć gościa z myśli mógł być tym swoim bogiem, ale takim chłopakom chodzi o jedno.
- te japonki nie pasują do twojego stroju- powiedziałam bez zastanowienia, dopiero jak to wypowiedziałam ugryzłam się w język, jaka ja jestem głupia „te japonki nie pasują do twojego stroju” a ja to co Jacyków, żeby mówić jak ktoś się ubiera.
On się jeszcze bardziej uśmiechnął
- dzięki za skrytykowanie mojego ubioru- podał mi rękę- hej jestem Matthew
-a ja…muszę iść- odwróciłam się na pięcie- do zobaczenia kiedyś tam- przyśpieszyłam
- powiedz chociaż swoje imię piękna- posłałam mu mój uśmiech i powiedziałam
-może przy innej okazji, jeszcze za wcześnie żebyś je poznał
Nie słyszałam żeby za mną biegną. Weszłam do mojego domu „wróciłam” krzyknęłam. Podeszła do mnie Wiktoria.
- dobrze, że przyszłaś, pomożesz mi w przygotowaniu obiadu- powiedziała
- jest już 18, chciałaś powiedzieć kolacje
Spojrzała się na mnie karcącym spojrzeniem
- nie miałam czasu przygotować obiadu wcześniej dlatego robię dopiero teraz.
-lepiej by było jak byś zrobiła kolację- odpowiedziałam i poszłam do swojego pokoju. Położyłam się na łóżku wybrałam numer do Agnieszki spojrzałam na niego i odłożyłam komórkę. Na pewno by nie ode-brała jest przecież u nich pierwsza w nocy. Wyjęłam laptop i zaczęłam się uczyć angielskiego, może umiem go bardzo dobrze bo odkąd pamiętam uczyłam się go i jeszcze miałam cały czas korki by do liceum już go umieć perfect. Uczyłam się do czasu aż nie usłyszałam Wiktorii która wołała na kolacje, ona powiedziała kolacje jednak mnie posłuchała, byłam w szoku.
Zeszłam na dół zobaczyłam, że przy stole nie ma jednej osoby spytałam się od razu taty
- gdzie jest Kuba?
- nie wiem jest już dorosły, zje na pewno na mieście
Byłam w szoku unika mnie ale czemu? Przecież nic takiego mu nie powiedziałam, tylko odebrałam telefon od mamy jak do jutra nie wróci to pogadamy sobie poważnie, nigdy nie zapomni tej rozmowy. Mam się o niego martwić nie doczekanie jego.
Zjadłam kolacje, ustaliłam na niej, że jutro jadę z tatą na kręgle, a jak Kuba się zgodzi do pojutrze pójdziemy we trójkę na zwiedzanie Nowego Yorku, za ciekawy wypad to nie będzie. Może spotkam Matthew, nie lepiej nie to chyba nie byłby dobry pomysł. Poszłam do swojego wykąpałam się przebrałam w pidżamę. Zapowiada się ciekawy tydzień.
----------------------------------
dziękuje za komentarze
już 10 obserwujących
wszyscy co to czytają dziękuje wam bardzo;))
Tagi:
rozdział7
najszczęśliwsze dni to,
te które miały być,
najgorsze
te które miały być,
najgorsze
Obudziłam się w południe. Wstałam popatrzałam na mój pokój "do zobaczenia za tydzień" pomyślałam. Poszłam do łazienki, wykąpałam się i ubrałam. Włosy rozpuściłam i wyprostowałam. Zniosłam walizki do salonu. Poszłam do ogrodu by pożegnać się z mamą.
-to jedziemy?
Podskoczyłam ze strachu i się obróciłam.
-Kuba, ale mnie wystraszyłeś. Nie skradaj się tak nigdy,
-spróbuje- zaczął się śmiać
-czy ty przez chwilę nie możesz być spokojny?- zdenerwowałam się na niego
-z tobą nie- powiedział poważnie- gdzie masz walizki?
- w salonie. Zaraz przyjdę, tylko przegnam się z mamą
-to ja pójdę po walizki. Spotkamy się w samochodzie- powiedział na odchodne
Moja mama siedziała na Huśtawce, usiadłam koło nie. Nie zareagowała patrzyła tylko w pustą przestrzeń.
- tata po mnie przyjechał. Będę tęsknić
-jak będziesz tęsknić to nie jedź- nawet nie zaszczyciła mnie wzrokiem
-czemu tak nie chcesz bym jechała?
spojrzała na mnie- ty wiesz czemu-powiedziała
-kocham cię- wstałam i udałam się do samochodu
- ja ciebie też- usłyszałam za sobą
-gotowa?- spytał mnie się tata w samochodzie
-jedziemy- odpowiedziałam mu patrząc w szybę.
Ona miała rację, bała się, że mnie straci gdybym ja zginęła... miała tylko mnie.
-co się dzieje?- spytał się Kuba
-nic- odpowiedziałam nie patrząc na niego- zmęczona jestem- spojrzałam na niego i wymusiłam uśmiech na swojej twarzy. znów odwróciłam się w stronę szyby i założyłam słuchawki.
zaczęłam słuchać Within Temptation - All I Need może jednak powinnam zostać, źle się z tym czuje. Zostanie sama, bez nikogo.
Poczułam jak ktoś zdejmuje mi słuchawkę, szepcze do ucha;
-ona też tęskni- spojrzałam na niego
-nie myślę o Agnieszce- powiedziałam Kubie
-wiem- odpowiedział i uśmiechnął się
-wysiadajmy- powiedział tata.
Byłam w szoku nawet nie zauważyłam kiedy dojechaliśmy.
-a gdzie wiktoria?- spytałam,zdziwiona że jej z nami nie ma
-czeka tam na nas.
Na lotnisku, udaliśmy się do wyjścia nr 3.
Weszliśmy do samolotu, aż się zdziwiłam jak zobaczyłam, że lecimy pierwszą klasą. Wiem, że mój tata ma kasę, ale nigdy tego nie odczuwałam. Przed rozwodem rodziców taty firma nie prosperowała tak dobrze. Teraz jego gazeta jest znana na całym świecie,a siedzibę przeniósł do New yorku.
Usiadłam koło Kuby, a tata przed nami. Chwilę po wystartowaniu, przyszła do na hostessa... zamówiłam -coca-cole, a Kuba...martini!? spojrzałam n niego
-no,co mam,przecież 19 lat, mogę pić co mi się żywnie podoba
Pani coca-cola i pana martini, uśmiechnęła się do Kuby,
gdy odeszła, spojrzałam się na niego i zaczęłam się śmiać.
- co cie tak śmieszy?- zapytał
- wpadłeś jej w oko- odpowiedziałam
- pij swoją kolę- usłyszałam z jego ust
-a ty swoje martini- i zaczęłam się śmiać
- może trochę ciszej- powiedział do mnie tata
- dobrze będziemy cicho- powiedziałam
Nie zauważyłam kiedy zasnęłam. Obudził mnie Kuba
-już dojechaliśmy- powiedział
Wstałam i poszłam za nim udaliśmy się do samochodu który na mnie czekał. Nim pojechaliśmy do domu taty. Gdy weszłam do domu,aż się zdziwiłam, był piękny. Beżowe kolory ścian kontrastowały z mahoniowymi meblami. Meble wyglądały jakby były wyjęte z XIX wieku, ale największą uwagę przykuwał kominek,który miał wyrzeźbione dwa anioły. Szybko wbiegłam na górę, nie było trudno odnaleźć swój pokój,bo na drzwiach było napisane moje imię. Moją uwagę przykuło łóżko z baldachimem. Rozbiegłam się i skoczyłam na nie. Było idealne. Wtedy do pokoju wszedł tata z Wiktorią
-i jak? podoba się- spytał
-oczywiście- uśmiechnełam się
Wbiegł Kuba do pokoju;
-widziałaś swoją garderobę?- spytał podekscytowany
szybko wstałam,i poszłam w ślad za Kubą do wielkiego pomieszczenia z pułkami na biżuterię, buty,ciuchy. jedna rzecz była tam najfajniejsza, wielkie lustro przede mną na całą ścianę.
-zatańczymy?- Kuba schylił się i ucałował moją rękę, nie przestając patrzeć w moje oczy.
-chętnie-odpowiedziałam -zaczęliśmy tańczyć i się śmiać.
-Musze usiąść...zmęczyłam się, powiedziałam ledwo łapiąc oddech. Usiadłam na kanapie, a Kuba obok mnie. Ja cały czas się śmiałam a on patrzył na mnie cały czas.
- ubrudziłam się gdzieś na twarzy?- spytałam jak zauważyłam że on na mnie patrzy
- nie. Wypiękniałaś wiesz
- dziękuje- zarumieniłam się i zaczęłam patrzeć mu w oczy a on patrzał w moje.
Przybliżył się tak, że nasze ciała się stykały, nie wiedziałam co zamierza. Kuba dotknął mojego policzka, już miał dojść do pocałunku gdy...cdn
---------
dziękuje wszystkim co czytają moje opowiadanie a szczególnie osobą które mam w znajomych;)))
Tagi:
rozdział 6
Myślę, że utonę,
Uduszony,
Chcę złamać urok,
Który na mnie rzuciłaś,
jesteś czymś pięknym,
sprzecznością[...]
~Muse, Time is running out (moje własne tłumacz.)
Uduszony,
Chcę złamać urok,
Który na mnie rzuciłaś,
jesteś czymś pięknym,
sprzecznością[...]
~Muse, Time is running out (moje własne tłumacz.)
-odbierz- powiedział Kuba
- kto to?- spytała Agnieszka
-jej tata- powiedział Kuba
-odbierz !- krzyknęła Agnieszka ,aż wszyscy się odwrócili ,ona w tym czasie, wzięła mój telefon i odebrała go, przyłożyła mi słuchawkę do ucha
-halo - wyszłam z pizzerii
- córciu gdzie jesteś ,czekam przed waszym domem
-tato jestem na mieście, wrócę za godzinę - zauważyłam że moi przyjaciele stoją koło mnie , a Kuba zabrał mi telefon
- zaraz przywieziemy Oliwię
weszliśmy do samochodu ,byłam wściekła , robili wszystko za mnie.
- czemu mu powiedziałeś , że zaraz przyjadę , nawet nie mam ochoty z nim rozmawiać
- musisz to twój ojciec - powiedziała Agnieszka
- nie długo wyjeżdża, myślę że, było by dobrze gdybyś pojechała do niego na kilka dni, zanim wyjedzie -stwierdził Kuba
zaczęłam się na niego patrzeć. Może on ma rację minie dużo czasu nim znowu spotkam tatę.
- dobrze pojadę tam tam.
Po paru minutach byłam w domu, otworzyłam drzwi i zaprosiłam wszystkich do środka.
- to my będziemy w twoim pokoju
- nie, zostańcie
Weszliśmy z tatą do kuchni, a moi znajomi, stali nadal na korytarzu.
-przykro mi, ale nie będę mógł ciebie wziąć do siebie, jutro z Wiktorią wyjeżdżamy do stanów.
- czemu?- byłam strasznie wkurzona, tak wiem nie chciałam jechać, ale myślałam że, zrodzę go jeszcze odwiedzić. Przekonać go by nie wyjeżdżał.
-Wiktoria, od czwartku zaczyna tam pracę, musimy wcześniej tam być, bo chciała odpocząć przed pracą.
-A Oliwia nie mogła by jechać z wami?- do naszej rozmowy przyłączył się Kuba.
-kim jesteś młody człowieku?
-Kuba Stępowski, panie Michale
-coś mi to mówi
-z rodzicami mieszkamy obok, nie dawno się wprowadziliśmy ponownie. Pan zna mojego tatę
-a już cię kojarzę, wy się kiedyś wyprowadziliście do New yorku. Jak było, bo my też się tam wybieramy.
-Miło wspominam pobyt w tym mieście
-Wracając do Oliwi, jej mama się nie zgodziła, dla tego że musiała by wracać sama.
-nie musiała by, gdyż ja mogę z nią pojechać i ją przywieść, i tak miałem tam pojechać, by pozałatwiać parę spraw.
-jeśli Asia się zgodzi to nie ma problemu-powiedział tata.
Byłam szczęśliwa, na tydzień, pojadę do New yorku. Nigdy tam nie byłam.
Jednak to dlatego korki z angielskiego przydały się.
spojrzałam na Kubie w oczy, podzielał moje szczęście.Przytuliłam tatę:
- o której wyjeżdżamy?- spytałam wtulona w tatę
-o 17.00 macie być gotowi, ja po was przyjadę
- to do jutra-wypuściłam tatę z objęć
-jeśli wasze mamy się zgodzą- dodał
-moja mam na pewno się zgodzi-powiedział Kuba, patrząc na mnie i uśmiechając się. zdawało mi się, że mówi do mojego taty i do mnie.
-a o mnie to zapomnieliście?- napomknęła Agnieszka
-jeśli chcesz to...
-nie. Ja zostanę, obiecałam, że będę przez tydzień zajmować się kuzynką
-Zapomniałam o niej, przykro mi...-powiedziałam
-spoko- uśmiechnęła się do mnie- i tak ten czas spędzisz z tatą ja bym była tylko kulą u nogi
-nie mów tak, przecież wiesz, że by tak nie było- zrobiło mi się smutno, odechciało mi się jechać, czułam, że w jakiś sposób ją krzywdzę.
-to ja już pójdę, załatwcie to między sobą, ja jeszcze muszę załatwić jeszcze bilety dla Oliwi i Kuby
-Nie, ja sam za siebie, płacę- powiedział Kuba
-powiedzmy,że spłacisz dług odwożąc moją córkę do domu bezpiecznie i nie chcę słuchać sprzeciwu- Kuba nic nie powiedział, choć sądząc po jego twarzy chciał.
Tata przytulił mnie i ucałował w czoło.
-zadzwoń, czy Asia się zgodziła
-oczywiście tato- odparłam odprowadzając go do drzwi.
Zamknęłam drzwi, odwróciłam się na pięcie zaczęłam się uśmiechać do Kuby, rozbiegłam się i skoczyłam mu w ramiona, a on złapał mnie w tali i zaczął obracać. Po chwili odstawił na ziemię.
-pierwszy raz będę w NY- byłam taka podekscytowana
-a ja nie- powiedział Kuba
- o której przychodzi twoja mama?- spytała się Agnieszka, opierając się o framugę drzwi, z niezbyt zadowoloną miną.
-za 2 godziny powinna przyjechać- odpowiedziałam
- poczekamy na nią- stwierdził Kuba
- ja stąd idę- powiedziała Agnieszka odwracając się od nas
-czemu? zostań- dlaczego ona mi to robi? czemu ona nie chce cieszyć moim szczęściem. Pojadę przecież do taty
-bo zaraz porzygam się od tego nadmiaru szczęścia
- o co ci chodzi? Oli proponowała ci byś z nami leciała to ty stwierdziłaś, że nie możesz!- zaczął się z nią kłócić, ale ona wyszła w tym czasie wyszła- nie przejmuj się nią, założę się, że jeszcze dziś przyjedzie i cię przeprosi.
Podeszłam do niego i go przytuliłam
- mam taką nadzieję-odpowiedziałam
****
Gdy przyszła moja mama, akurat oglądaliśmy film krok do sławy
-cześć, mamuś
- dzieńdobry pani Joanno
-dzieńdobry- odpowiedziała
- mamuś mam do ciebie sprawę
Usiadła obok nas i spojrzała na mnie
- o co chodzi?
- był tu tata i mamy pomysł
- jaki?- w jej oczach pojawiło się przerażenie
- bo jutro tata jedzie do nowego yorku i pomyślałam, że wybiorę się z nim. Tak na koniec wakacji
- nie mam mowy, już o tym rozmawialiśmy i nie zgadzam się- wstała z kanapy i już chciała wyjść, gdy Kuba się odezwał
- wtedy pod uwagę nie braliście mnie. Jadę z Oliwią, nie będzie sama wracać. Będę się nią opiekować od początku do końca, nie spuszczę jej z oczu
-nie- zaczęła kręcić głową przecząco
Podeszłam do niej spojrzałam jej w oczy.
-zaufaj mi, ja też za nim tęskni, ale trzeba się z tym pogodzić, on jest teraz w lepszym świecie. Każdy kiedyś umrze,ja, ty, wszyscy trzeba się z tym pogodzić. Przecież
rodzimy się po to by umierać.Śmierć jest częścią nas.
Złapałam ją za przeguby nadgarstków, spojrzałam w oczy, były zaszklone, wiedziałam, że zaraz zacznie płakać tak jak ja płakałam.
-dobrze-wyszeptała i wyszła z pokoju i udała się do swojej sypialni
- idź do niej- usłyszałam głos Kuby za swoimi plecami
- nie teraz, musi zostać sama ze sobą.- odwróciłam się do niego- Idź się spakować, zobaczymy się jutro w południe- wymusiłam uśmiech na swojej twarzy.
- na pewno nie chcesz bym został.
Pokręciłam głową przecząco
-do zobaczenia jutro-mówiąc te słowa wyszedł
Dłuższy czas stałam w miejscu, z pustką w głowie. "co ja w ogóle robię?"
Tagi:
rozdział5
Najsmutniejsi tracą,
Najszczęśliwsi nie zauważają,
a ja nie chce nie zauważać
ani tracić
Najszczęśliwsi nie zauważają,
a ja nie chce nie zauważać
ani tracić
Przebrałam się w pidżamę
-Tęsknie, jesteś mi potrzebny- wymówiłam te słowa szeptem, wdychając zapach mojego brata który został na jego koszulce
Zeszłam na dół po szklankę wody. Zobaczyłam, że mama siedzi w salonie i ogląda telewizje. Smutna jak zawsze. Podbiegłam do niej ucałowałam ją w policzek.
-dobranoc mamusiu, kocham cię
Spojrzała na mnie i szybko uśmiechnęłam się do mnie. Brakuje mi jej, kiedyś była inna, otwarta, uśmiechnięta, pełna życia, a teraz zamknięta w sobie, wciąż siedzi albo w ogródku lub salonie. Gdy wraca z pracy zrobi obiad, chwile pochodzi po domu, a później znów się czuje jakbym mieszkała sama. Wzięłam głęboki chust powietrza i wyszłam z salonu udałam się do kuchni. Wzięłam szklankę, nalałam sobie wody niegazowanej i ruszyłam do góry. Picie położyłam na stoliku nocnym. Wzięłam komórkę i zobaczyłam na ekranie "3 wiadomości" szybko zobaczyłam od kogo " Agnieszka" a któż by inaczej. Napisała mi
"co robisz?"
następny:
jak tam spotkanie z Kubą?;D
a trzeci;
odp.Proszę.A może on tam jeszcze jest, niegrzeczna;P ;*
Odpisałam jej;
jestem w łóżku BEZ KUBY!! Spotkamy się jutro?
Oczywiście, musowo. Do zobaczenia w moim domu. Dobranoc;*
Dobranoc... Do jutra
****
Obudziłam się o 10.00. Usiadłam na łóżku,wystraszyłam się gdy spojrzałam na podłogę
- co ty tu robisz powiedziałam do Kuby
-leże- odpowiedział
- tego to się sama domyśliłam- powiedziałam z nutką sarkazmu
-kiedyś też tak przychodziłem i byłaś szczęśliwa
-wtedy byliśmy dziećmi...jak tu się dostałeś? przecież mojej mamy nie ma
-założę się, że by mnie nie wpuściła- patrzyłam się na niego czekając na odpowiedź- użyłem klucza, kiedyś mi go daliście, zachowałem go
- co tu robisz?- spojrzałam na niego wkurzona i czekałam na odpowiedź
- nudzi mi się, przecież nikogo tu nie znam... oprócz Agnieszki, ale ona mnie przeraża- wzdrygnął się na myśl o niej, a ja nie mogłam się powstrzymać się od śmiechu
- a propos Agnieszki, jak się poznaliście?
-to jest długa i dziwna historia
Milczałam, a on patrząc na mnie zrozumiał, że czekam na odpowiedź, uśmiechnął się do mnie.
-jak tu przyjechałem, czyli 3 dni temu. Nie poznałem tego miasta, dużo się tu pozmieniało. Wczoraj, kręciłem się koło twojego domu i zastanawiałem się czy wejść, nie wiedziałem czy jeszcze tam mieszkasz. Wtedy przyszła ona i spytała się mnie, czy ze mną jest coś nie tak, na początku nie wiedziałem o co jej chodzi, dopiero jak mi wytłumaczyła, że tu mieszka jej przyjaciółka to zrozumiałem pytanie. Spytałem się jej czy ciebie nie zna. Resztę możesz sobie sama dopowiedzieć- spojrzał się na mnie-a może się przebierzesz, w tym nie wyglądasz za fajnie. Liczyłem, że będziesz miała na sobie tylko bieliznę- walnęłam w niego poduszką, a on zaczął się śmiać
- jesteś dziwny, poczekaj tu a ja pójdę się ubrać
- nie mam zamiaru się stąd ruszać- ręce ułożył tak jakby się przed czymś bronił, a ja spojrzałam na niego karcącym spojrzeniem
Weszłam do łazienki rzeczy położyłam na szafce obok umywalki. Weszłam pod prysznic, umyłam się i założyłam ubranie, włosy spięłam w kucyk. Weszłam do pokoju. Kuby tam nie było, tylko kartka w miejscu gdzie on siedział. wzięłam ją i przeczytałam co tam pisze
"Poszedłem do kuchni,
pościeliłem ci łóżko,
oczywiście z nudów"
pościeliłem ci łóżko,
oczywiście z nudów"
Idąc po schodach poczułam zapach placków. szybko poszłam do kuchni. Usiadłam na krześle on podając mi talerz powiedział
- nie rozumiem jak można tak długo się kąpać, siedziałaś tam ponad godzinę, zastanawiałam się czy czasami nie utonęłaś
uśmiechnęłam się do niego
- jak zgadłeś, gdzie to wszystko jest i nie wiedziałam, że umiesz gotować
-idę niedługo na studia, to muszę umieć gotować.Wiedziałem gdzie to jest bo nic się tu nie zmieniło, a składniki kupiłem. Byłem pewien, że śpisz, przecież jesteś śpiochem,
-a właśnie jaki profil bierzesz na studia?
podając wielką górę placków powiedział
-informatyk, programista
-założę się, że na UMK, większość moich znajo..
uciszył mnie i usiadł
- nie będę studiował w Polsce. Jadę do New Yorku, odkąd tam pojechałem moim marzeniem było skończyć tam studia, proszę uśmiechnij się,
-czyli znów mnie zostawisz?
-nie zostawię cię, będę przyjeżdżał tu w każde święto
- w święta tata będzie po mnie przyjeżdżał i zabierał do siebie
-a wakacje i ferie? przecież cały czas nie będziesz u taty
-ale myślałam, że będziesz tu na zawsze, że już się nie rozstaniemy, ja nie chcę żebyś znów znikał, jesteś moim przyjacielem
- ja nie znikam-uśmiechnął się
Wzięłam głęboki uspokajający oddech, nie chciałam o tym rozmawiać.
-muszę, kupić prezent-mówiąc do Kuby nałożyłam sobie naleśnika- dla Agnieszki, bo na dziś urodziny
-pojedziemy coś jej kupić, jak zjesz
-nie musisz jechać ze mną poradzę sobie sama, nie chcę krzyżować twoich planów
-po pierwsze nie mam żadnych planów, po drugie też chcę coś jej kupić
-to jedziemy?- spytałam się podekscytowana
nie zjadłaś wszystkiego- pokazał na górę placków przede mną
-wystarczy, że mama tak do mnie mówi
****
W samochodzie rozmawialiśmy jaki prezent dla Agnieszki, był by najlepszy. Wymyśliliśmy, że kupimy jej kolczyki. Weszliśmy do jubilera i wybraliśmy złote. Trochę trudno było przekonać Kubę, że ja też płacę. gdy jechaliśmy samochodem, wymyśliliśmy świetny plan każdy miał jeden kolczyk. Znaleźliśmy się koło domu Agnieszki. Od razu zaprowadziła nas do swojego pokoju. Odkąd ostatni raz tam byłam, trochę się zmieniło zamiast dywanu był parkiet, biurko z laptopem zostało przeniesione na środek pokoju, ściany zostały pomalowane na fioletowo-różowy kolor.
-dawno tu nie byłam, dużo się zmieniło- powiedziałam
- od rodziców na urodziny. Mały remont jako prezent
-my też mamy dla ciebie prezent
Na Agnieszki twarzy można było zauważyć niezadowolenie. Przycupnęła na kanapie.
-sto lat!!-krzyknęłam i podałam jej pudełeczko.
Gdy je otworzyła była w szoku
-jeden?- spytała
-drugi musisz kupić sobie sama-powiedziałam i zaczęłam się śmiać
-bardzo śmieszne-zaoponowała
-teraz ja-powiedział Kub-wszystkiego najlepszego, mój prezent jest lepszy- podał jej pudełko z uśmiechem na twarzy
-niech zgadnę pół naszyjnika albo..-otworzyła pudełko i wymamrotała-jeden kolczyk
Spojrzałam na Kubę, a on na mnie i zaczęliśmy się śmiać.
- kupiłem za ciebie-powiedział chłopak
-dziękuje- odpowiedziała nawet na niego nie patrząc ani się nie uśmiechając
-co ci jest? jesteś jakaś inna- naskoczyłam na nią
-urodziny-odpowiedziała- wiesz, że ich nie lubię, przypominają o tym, że człowiek się starzeje, że nie jest nieśmiertelny, koniec naszego świata się zbliża, bo wiesz ostatnio się nad tym zastanawiałam, czy jeśli ktoś umrze to nie jest koniec świata, jego świata?
-ona zawsze jest taka w urodziny?- zapytał Kuba patrząc na nią z przerażeniem
-z roku na rok jest coraz gorzej, w tamtym roku nie miała problemów-odpowiedziałam
-mam pomysł. Agnieszka, zapominamy, że są twoje urodziny, jeśli będziesz zachowywał się normalnie, a nie zastanawiała się nad swoją egzystencją,
Wzięła głęboki chust powietrza
-spróbuje
****
Byliśmy w pizzerii, zamówiliśmy jedną wielką pizze
-świetna- powiedziała Agnieszka
-zgadzam się z tobą-powiedzieliśmy w tym samym czasie ja i Kuba .
Zadzwonił mi telefon. Za pierwszym razem nie odebrała, ale znów zadzwoniła...
_______________________________________
bo nieraz zastanawiam się czy nie usunąć bloga bo mam mało komentarzy, dlatego proszę piszcie komentarze;)))
krytyka też się przyda nie muszą być same pozytywne jeśli coś wam nie pasuje to piszcie w komentarzach...
Tagi:
rozdział 4
Oliwia
Zastanawiałam się czy mu powiedzieć, co się stało.Zdecydowałam, że mu powiem, przecież to mój przyjaciel.Opowiedziałam mu wszystko to co się zdarzyło, gdy tata przyjechał.
-a właśnie twoja mama kazała powiedzieć tobie, że twój tata jutro przyjeżdża...coś mi się zdaje, że chodzi o ten wyjazd.-powiedział Kuba
-tak..ale ja nie chcę jechać
-czemu nie chcesz jechać?przecież jeśli wiesz, że twój tata wyjeżdża i to jedyna szansa na spotkanie się z nim to czemu tam nie chcesz jechać?
-po prostu nie chcę
-dlaczego?
Spojrzałam się na niego i nic nie odpowiedziałam, po kilku sekundach niezręcznego milczenia, spytał się mnie-widocznie chciał zmienić temat.
-Czemu twoi rodzice się rozwiedli? nigdy bym nie przypuszczał, że się rozwiodą, byli taką idealną parą.
Uśmiechnęłam się do siebie smutno, uniosłam wzrok i nasze spojrzenia się spotkały, przez chwilę nic nie mówiłam.
-pamiętasz mojego brata Przemka?- spytałam się
-tak, pamiętam, ale nie zmieniaj tematu, chociaż bym bardzo chętnie dowiedział się co tam u niego.
-ja też...
- co?
-Umarł 3 lata temu- przez twarz Kuby przemknął bul i szok jednocześnie- tyle samo moi rodzice są rozwiedzeni- poczułam jak łapie mnie za rękę, spojrzałam na jego dłoń i splotłam ją ze swoją-zginął w wypadku samochodowym, tata pozwolił mu prowadzić, choć wiedział, że jeszcze w ogóle nie prowadził- łzy zaczęły spływać mi po policzkach-uderzył w nich samochód ciężarowy. Tate w stanie krytycznym trafił do szpitala.Przemek umarł na miejscu...od tamtej pory,moja mama jak patrzy na mojego tatę to widzi Przemka.On jest tak podobny do Przemka jak by byli bliźniakami.-mówiłam coraz szybciej-Te same charaktery i wygląd ten sam...ona tęskni za nim, zawsze powtarzam jej by przywykła do tego, że go już nie ma. Karze jej być silną choć sama nie wiem co począć to mnie przygniata, on nie powinien, nie powinien...
-Cii..-przytulił mnie- przepraszam powinienem się domyślić.
Przez dłuższy czas przytuleni do siebie, nie mówiliśmy nic.Dziwne w jego ramionach czułam się taka bezpieczna i beztroska. Jeszcze nigdy się tak nie czułam.zaczęłam się śmiać przez łzy.
-O co chodzi? co jest takiego śmiesznego?
-ironia, ostatnim razem jak się widzieliśmy, też byłam w opłakanym stanie
Wypuścił mnie z objęć, położył ręce na twarzy, przetarł delikatnie oczy.Uśmiechnął się.
-dla mnie jesteś urocza
-że ty jeszcze nie wybiegłeś stąd z krzykiem, przecież nie wyglądam nawet jak człowiek.
Przesłał mi swój łobuzerski uśmiech. Wyjął chusteczki z kieszeni
-podaj mi to- powiedział
-przecież to jest mleczko do demakijażu- odparłam
-wiem...zaufaj mi wiem co robię-podałam mu kosmetyk- zamknij oczy- zamknęłam
Zaczął mi zmazywać makijaż, chciałam w pierwszej chwili zaprotestować, ale skoro już zaczął go zmazywać to niech dokończy.
-Tęskniłem-usłyszałam jak, niemal szeptem wypowiada te słowa
-ja też- wypowiedziałam w tej samej intonacji
-co robiłeś w NY?-spytałam
-Ciężko jest opowiedzieć 5 lat swojego życia, ale w wielkim skrócie, chodziłem do szkoły której nie lubiłem, później poszedłem do liceum w którym poznałem moich pierwszych przyjaciół, odkąd wyjechałem.-Opadł na łóżko ręce założył za głowę-Znalazłam tam dziewczynę- Uśmiechnął się do siebie, położyłam się na łóżku obróciłam się na bok w jego stronę- Miała na imię Any. Była dla mnie bardzo miła. Zaczęło się na początku roku w pierwszej liceum. Zgubiłem się w szkole. Wtedy ona podeszła do mnie, przedstawiła się i powiedziała "Każdy się tu gubi, nawet ja się zgubiłam" ja byłam w szoku, bo kto normalny by do kogoś podszedł i walił prosto z mostu. Zaczęliśmy ze sobą rozmawiać codziennie. Po pół roku, spytałem się jej, czy nie chcę być moją dziewczyną, ona się zgo..
-ała..- zrobiłam naburmuszoną minę, i zaczęłam pocierać nadgarstek
-co się stało?- powiedział te słowa powstrzymując się od śmiechu
-ręka mi ścierpła-wypowiedziałam te słowa z miną cierpiącego 5 latka
-daj wymasuje- podałam mu rękę- przypomniał mi się, jak dzień przed wyjazdem obiecałaś mi, że jak się znowu spotkamy, to pozwolisz mi ściąć twoje włosy.
-to już nieaktualne, podobają mi się odkąd przestałam je sama ścinać-jak byłam mała to moja mam ścinała mi włosy a nie miała fryzjerskiego talentu-a ty usunęłeś już ten wpis?
-jaki?.. a ten na drzwiach, nie i nie zamierzam. Taka fajna pamiątka i włośów ci nie zetnę.-przestał masować mi ręke i zmierzwił mi włosy.
-wiesz, że tego nie lubię-uśmiechnął się do mnie- czemu zerwałeś z Any?
Mina mu posmutniała, a w jego oczach zobaczyłam ból. Zaczęłam się tak czuć jakby ten ból też był moim bólem.
-zdradziła mnie z oim najlepszym przyjacielem.
Wiedziałam, że teraz nie powinnam nic mówić, że ta cisza ukaja ból. Odwróciłam się na plecy.A on zwrócił się w moją stronę, rękę położył po lewej stronie mojej tali spojrzał mi w ocz. Zastanawiałam się czy nie wstać, choć ta bliskość byłam miła to dziwnie się czułam jakby tu..
-a patryk?- wyrwał mnie z przemyśleń
-Co Patryk?.. czemu zerwaliśmy?
-tak
- nie kochał mnie już, stwierdził, że już dawno przestał, ale długo ze sobą chodziliśmy. Powiedział, że to najgorzej zmarnowanyczas w jego życiu.- otarł mi łzy z oczu, nawet nie zauważyłam,że płacze.
-on nie jest wart twoich łez
-ty zawsze tak mówisz,jak mi się lalka popsóła to też tak mówiłeś
-wtedy...-zaczął mu telefon dzwonić usłyszałam David Guetta - Without You ft. Usher-przepraszam, muszę odebrać.
Wstał i wyszedł za drzwi.Jak mi go brakowało, Agnieszkę znam dopiero rok jak poszłam do liceum.
Kompletnie wyleciał mi z głowy, przecież ona ma jutro urodziny. Szkoda, że ona nie lubi przyjęć, od zawsze pragnę jej je urządzić. Jutro muszę jechać do miasta żeby jej coś kupić.
- Oli,muszę już iść, mam coś ważnego do załatwienia, zobaczymy się jutro
-dobrze, do jutra-wysłałam mu mój najsłodszy uśmiech.
Tagi:
rozidział 3 (C.D.)
Nowy rozdział w życiu,
nie oznacza tego że,
przeszłość nie upomni
się o swoje miejsce w nim.
nie oznacza tego że,
przeszłość nie upomni
się o swoje miejsce w nim.
Kuba
Po tym telefonie szybko wybiegłem z restauracji wsiadłem do mojego opla astry. Co się mogło znowu stać, że ona płacze, jeśli to znowu przez tego Patryka . Chłopak będzie musiał się pożegnać ze swoim życiem. Nie lubię patrzeć jak ona płacze , to mi łamie serce. Zatrzymałem się w sklepie, kupiłem trochę słodkości i oczywiście cole, z tego co pamiętam to ją uwielbia. Teraz przyda jej się trochę cukru. Pojechałem do mojego domu. Dobrze, że ten stary dom jest pusty, a dokładnie, dobrze, że rodzice go nie sprzedali. Patrząc a niego przypomina mi się dzieciństwo. W tym domu poznałem Oliwię. Jak to sobie przypominam to mi się śmiać chcę. Muszę jej się jej zapytać czy to pamięta, pewnie nie przecież wtedy miała 6 lat. U mnie nie tak ciężko, 8 latek ma nie zapamiętać najdziwniejszego spotkania i najdziwniejszej znajomości. Uśmiechnąłem się do siebie i wszedłem do domu. Na korytarzu usłyszałem tatę:
-Kuba, to ty!? Jak tak to przyjdź do mnie na chwilę
-za chwilę przyjdę
Pobiegłem przez korytarz. Zatrzymałem się przy jego gabinecie. Spojrzałem na drzwi, nie wierzyłem, kompletnie o tym zapomniałem. Na drzwiach było napisane dziecięcym pismem:
Zakaz wstępu dla Oliwi !
(chyba że mnie przeprosi)
(chyba że mnie przeprosi)
Jak to było dawno, dzień po tym jak się poznaliśmy chciała się ze mną bawić, ale dzień wcześniej mnie pobiła i nie chciała przeprosić. Dlatego to napisałem, heh i tak mnie nie przeprosiła.
Wszedłem do pokoju.
-tato czemu mnie wołałeś?
-mógłbyś to wynieść do garażu?
Wskazał na wielkie kartony.
-już się robi
Wziąłem pudła i położyłem je koło reszty pudeł. Udałem się do swojego pokoju, by się przebrać. Zszedłem po schodach. Mój plecak leżał koło szawki na buty, włożyłem wszystkie słodycze do niego jakie kupiłem i pobiegłem do Oliwi. Pani Joanna (mama Oliwi) siedziała w ogrodzie. Nic się nie zmienił te jabłonie rosły tam , gdzie zawsze i i te róże jak się one rozrosły. Przechodząc po brukowanym chodniku, zaczęłam mówić do pani Joanny.
-dzień dobry, proszę panią,
-o Kubuś, proszę mów mi Asia, tyle lat się znamy,
-dobrze pani Asiu,
Uśmiechnęła się do mnie po tym zdaniu. Jeśli idziesz do Oliwi to jest w swoim pokoju. Przekaż jej, że jej tata przyjedzie jeszcze jutro.
-dobrze przekaże jej
Wszedłem do domu. Szybko wbiegłem do jej pokoju. To jest jedyny pokój który zmienił się diametralnie od mojego wyjazdu nie był już pomalowany na różowo, tylko na jasny fiolet. A na narożniku ( który też się zmienił) nie było już misiów tylko zdjęcia i książki. Jedno zdjęcie przyciągnęło moją uwagę, byłem tam ja i ona, cali umazani w błocie.
-weź wyrzuć te zdjęcie, bo tylko mi wstyd robi,
Wtedy ona odwróciła się i spojrzała na mnie, leżała na swoim łóżku. Miała rozmazany makijaż. Jak ona słodko wygląda.
-możesz mnie zostawić. Proszę.
-ja myślę, że lepiej będzie jak zostanie i mi opowiesz co się stało. Lepiej się poczujesz. Wszedłem do pokoju i usiadłem na skraju łóżka. Wyjąłem wszystkie słodkości z mojego plecaka.
-co to jest?- spytała
-słodycze. Najlepsze , a zarazem najgorsze co człowiek wymyślił... opowiedz mi co się stało.
Tagi:
rozdział 3
Szybkim krokiem wyszedł i nawet nie wiem czy mnie usłyszał.
spojrzałam na zegarek była 11.00.Szybko wzięłam ręcznik i czarną koronkową bieliznę, uwielbiam czarny. Wzięłam szybką kąpiel(jeśli można to tak nazwać. Po orzeźwiającym prysznicu, zajęłam się swoimi włosami. Wreszcie je odzyskałam moje do połowy kręcone włos.Make up, delikatny.Wchodząć do pokoju włączyłam piosenkę, która zawsze działa na mnie uspokajająco Goodwill & Hook N Sling - Take You Higher.
Z wyborem stroju będzie ciężej, wiem tylko jedno to na pewno będzie sukienka. Miałam do wyboru, fioletową, albo czarna( ta odpada jest za bardzo wieczorowa),wybrałam fioletową do tego beżowe szpilki.
Wzięłam jeszcze kosmetyczkę by założyć bransoletkę, otwierając ją spojrzałam na zdjęcie wetknięte w lusterko kosmetyczki. Wzięłam je w ręce był na nim Patryk, łzy zaczęły mi napływać do oczu. Wzięłam trzy głębokie wdechy. Odwróciłam je i podarłam.
-Już więcej nie będę za tobą płakać,
Pobiegłam do kuchni by spojrzeć która jest godzina, była trzynasta trzydzieści.
-jak ładnie wyglądasz
Słysząc ten głos, aż się wystraszyłam
-tato, co ty tu robisz?
-też za tobą tęskniłem
Spojrzałam na niego wzrokiem „weź sobie nie żartuj”
-stęskniłem się za tobą i pomyślałem że, może do mnie przyjedziesz na ten ostatni tydzień wakacji?-i znowu to samo, jak zawsze przyjeżdża mnie zabrać to nawet nie uprzedzi...czy on myśl, że nie mam własnego życia-mama się zgodziła,
-ona zawsze się zgadza, a w ogóle gdzie ona jest?
-w ogrodzie
No tak powinnam się domyślić, odkąd rozstała się z tatą, często tam przesiaduje.
-to ty idź się pakować a ja na ciebie poczekam,
-nie! Nie jadę, przyjadę do ciebie w grudniu, nic nie zmieniaj
-i tu jest problem wyjeżdżam do new york-u z Wiktorią
Nowa żona taty, jak aj jej nie lubię. Jest młodsza od mojego taty o 15 lat, przecież ona mgła by, być moją siostrą. wkurza mnie ta tleniona blondyna.
-do grudnia nie wrócicie?
-a nie będę mogła tam cię odwiedzić?
-Asia(mama) nie pozwala, bo byś musiała sama do mnie lecieć i z powrotem też byś wracała sama, zrozum ją ona się o ciebie martwi-uśmiechną się do mnie szybko,
Wybiegłam by porozmawiać z mamą o tym co powiedział tata.
-Czy to prawda?
-ale co, nie rozumiem córciu?a już wiem tak to prawda, nie możesz jechać
-dlaczego,przecież jestem już dość dorosła, by samodzielnie jeździć bez żadnej dodatkowej osoby
-rozumiem cię, ale nie na koniec świata
-to nie koniec świata tylko NY, zawsze chciałaś bym zwiedzała świat
-tak, ale nie sama
-tata będzie ze mną
-nie cały czas
-ja chcę tylko spędzić czas z moim tatą, a ty mi na to nie pozwalasz -zaczęłam płakać.
Tata zaczął mnie tulić i uspokajać. Szybko mu się wyrwałam i pobiegłam do domu. rzuciłam się na łóżko, "Ironia w ten sam dzień, się pozbierałam i znów wyglądałam w punkcie wyjściowym". Przez dłuższy czas tak leżałam i płakałam, przypomniałam sobie o Kubie. Godzina wskazywała na to, że od 20 min. tam powinnam być. Szybko wyjęłam telefon i do niego zadzwoniłam(numer oczywiście od Agnieszki)
-halo Kuba, nie będę jednak mogła dziś przyjść, spotkamy się kiedy indziej.
-co się stało? I czemu płaczesz?
No fajnie a próbowałam to jakoś ukryć, ale widocznie nawet w aktorstwie nie jestem dobra
-może ja do ciebie wpadnę?-powiedział
-to nie jest dob...
-będę za 10 min.
-ale..
rozłączył się, czemu nikt mnie nie słucha?
Tagi:
rozidział2 (c.d)
Plamy z atramentu,
nie zetrzesz gumką,
nawet kolektor zostawi,
ślad
nie zetrzesz gumką,
nawet kolektor zostawi,
ślad
-stój tu i się nie ruszaj!
-czemu, nie mogę iść?
-wejdziesz,ale za chwilę, dam ci znak,
Otworzyły się drzwi i zobaczyłam w nich Agnieszkę.
-Cześć Oliwia, wróciłam.
-hej. Kto tam jest? słyszałam jak z kimś rozmawiasz. To jest ta niespodzianka?
-tak
- Po co przyprowadzasz tu znajomych, chociaż wiesz że nie mam ochoty z nikim rozmawiać,
-przesadzasz, a tak w ogóle ta osoba wywoła uśmiech na twojej twarzy,
-tylko Patryk go może wywołać. Czy to on?
Tak się ucieszyłam myślą, że to może być on, że nie chciałam jej już słuchać.
wysłała mi swój najlepszy uśmiech- wejdź!!!- usłyszałam jak się drzwi otwierają.
Wszedł chłopak o zielonych oczach, krótkich kasztanowych włosach, średniego wzrostu. miał na sobie rurki do tego koszule w kratkę i biały t-shirt.Zaczął się do mnie uśmiechać.
- kto to?-spytałam bez namysłu
- nie poznajesz mnie?-spytał się
- jak ma cię znać jeśli cię 5 lat nie widziała- powiedziała Agnieszka
-może ci to przypomni ty miałaś 11 lat, jak ja wyjechałem z polski do new yorku, z rodzicami.
Coś sobie przypominałam, ale nie wiem czy na pewno.Pamiętam, że mój przyjaciel wyjechał do NY, ale to nie może być on, tamten był grubszy i miał długie włosy. a ten krótkie i jest chudy, to nie może być
-Kuba?- spytałam się
-już myślałem, że nie pamiętasz,
Agnieszka miała racje z tym, że on wywoła uśmiech na mojej twarzy. Właśnie gdzie ona jest? Jak zawsze mnie zostawiła.
- zaraz przyjdę .Poczekaj i rozgość się. szybko poszłam do łazienki, patrząc w lustro aż się przeraziłam.
Jak ja wyglądam? moje brąz włosy były pozlepiane, oczy podkrążone, chociaż podkreślały moje niebieskie oczy, próbowałam się pocieszać, ale to nic nie dawało. Przecież przez 10 minut się nie ogarnę.I co ja teraz zrobię? jak ja tam pójdę to się wystraszy jak mnie zobaczy...co ja wygaduje, przecież on mnie już widział.
Trzeba do niego iść.
-Kuba, może spotkamy się na mieście o 15.00?
-oczywiście, ale gdzie?
- Znasz kawiarenkę "live"?
-znam.To tam?
-tak, to do piętnastej-czekałam aż wyjdzie, ale on stał jak słup i nic nie mówił. Wyglądało to jakby się czas zatrzymał.
-too..ja idę. Hej.
-hej
--------
jutro napiszę ciąg dalszy
sory że tak urywkami ale nie mam weny;))))
Tagi:
rozdział 2
zapomniała, znienawidziła
nie myśl o tym,
serce zranione,
dusza zniszczona,
nie myśl o tym,
serce zranione,
dusza zniszczona,
Przykryta poduszką zastanawiałam się czemu on nie chce być za mną Patryk i Oliwia to brzmiało pięknie.Samo moje imię już tak nie brzmi,myślałam że on będzie tym jedynym. Łzy spłynęły mi po policzkach, na nic nie mam ochoty.
-Oliwio, wstań i zjedz śniadanie!,
- mamo nie mam ochoty,
-ile można leżeć w tym łóżku, przecież musisz coś zjeść,
Nigdy z tą nie wyjdę, umrę tutaj. Na pewno szybko umrę chore serce długo nie będzie bić, już niedługo nikt go nie usłyszy.
Nawet nie zauważyłam kiedy przyniosła mi śniadanie. Chwila patrzenia na nie, prawiła że poczułam się głodna. Zjadłam je, jak na grzeczną dziewczynkę przystało. oczy zaczęły mi się kleić, wystarczyła chwila bym zasnęła. Gdy otworzyłam oczy, ujrzałam nade mną sylwetkę kobiety. Moje oczy zawodziły, wszystko w koło było zamazane, zaczęłam łapać ostrość.zaczęłam jej się przyglądać, rozpoznałam w tej dziewczynie Agnieszkę, moją przyjaciółkę. wiedziałam że to ona, tych długich do pasa czarnych jak smoła włosów u nikogo nie zobaczysz, to ją wyróżniało, gdy się na nią patrzyło, na początku zwracało się uwagę na te włosy, dopiero później patrzało się na resztę, jej brązowe oczy, pełne usta, zawsze pomalowane jasno brązową pomadką i błyszczykiem, zadziorny nos i idealną filigranową sylwetkę.
-wreszcie wstałaś- powiedziała Agnieszka,
-nie mam ochoty z nikim rozmawiać, chce zostać sama,
oj, wstań do końca wakacji zostały 2 tyg. zamiast, korzystać z lata to ty rozpaczasz rozstanie zzz... jak on miał na imię?
- Patryk , on ma na imię Patryk!,
-nie krzycz na mnie.Go już nie ma musisz się z tym pogodzić.
Łzy zaczęły mi spływać po policzkach.
- Nie mów mi, że będziesz teraz płakać, no chyba sobie żartujesz, ile ty masz lat?
- 16, a co ma do tego mój wiek?- głos mi się załamał,i zobaczyłam na jej ustach, uśmiech.
Pewnie coś wymyśliła, zawsze tak się uśmiecha jak coś wymyśl, aż boje się pomyśleć co.
- o co chodzi? powiedz mi....Agnieszka, proszę,
- co?zamyśliłam się, przepraszam
-pytałam się o czym myślisz
- zaraz zobaczysz
Z uśmiechem na twarzy wyjęła komórkę zaczęła wystukiwać coś na komórce.
- do kogo piszesz?
- zaaa... 10 minut się dowiesz- powiedziała, z uśmiechem na twarzy-lepiej ładnie się ubierz- dodała.
- nie mam ochoty, już ci mówiłam ,
Moja przyjaciółka patrząc na komórkę powiedziała:
-zaraz przyjdę,
-gdzie idziesz?
-gdzie idziesz?-wysłała mi jeden ze swoich łobuzerskich uśmiechów- a podobno nie chciałaś nikogo widzieć, a teraz zadajesz mi takie pytania i to jeszcze z zaniepokojeniem w oczach?
- idź i nie wracaj,
- ja ciebie też kocham- podeszła do mnie i pocałowała mnie w policzek a ja wytknęłam na nią język, uśmiechnęła się i wyszła.
Co ona dla mnie szykuje?Jeśli myśli , że byle niespodzianka sprawi że zapomnę o Patryku to się myli , o nim nie da się od tak zapomnieć. Zaczęłam sobie przypominać jego zapach, taki znajomy słodki,kuszący, a jego blond włosy albo te dołeczki kiedy się uśmiecha, a jego niebieskie oczy, jakby
to ujęła krupa"hipnotaising"
Marząc przez dłuższy czas o Patryk, nie zauważyłam że ktoś rozmawia przed moim pokojem.
____________________________________________________________
pierwszy raz pisze taki blog;)))
mam nadzieje że wam się spodoba, bo nie mam wprawy w pisaniu....
proszę o komentarze


